O tym jak mówić, by spotkać

Ważnym elementem obok słuchania jest w czasie synodu również mówienie. Nie chodzi jednak o mówienie z pozycji wyższości lub z przekonania o własnej nieomylności. Nie jest to moment katechizacji, ewangelizacji, czy intelektualnych dysput. Chodzi o otwarcie serca na drugiego człowieka i przyjęcie go. Z takiego otwarcia rodzi się prawdziwe spotkanie. Z każdego zaś ludzkiego spotkania może zrodzić się pragnienie spotkania Boga.

Kiedy Jezus mówił do tłumów słuchano Go z zapartym tchem. Miał taki sposób wyrażania się, doboru słów, odwoływania się do rzeczywistości, w której żyli ówcześni ludzie, że to co mówił było dla nich jednocześnie fascynujące i bliskie zarazem. Nawet strażnicy, których arcykapłani i faryzeusze posłali, by Go pojmać, na pytanie dlaczego tego nie zrobili, odpowiedzieli: „Nigdy jeszcze nikt tak nie przemawiał jak ten człowiek” (J 7, 46). Musiało być więc w Jezusie coś co pociągało ale i potrafiło zatrzymać uwagę słuchaczy na dłużej. Na kartach Ewangelii widzimy Jezusa, który przede wszystkim jest autentyczny, który jest świadkiem miłości i który każde spotkanie z człowiekiem traktuje jak niepowtarzalną szansę by podarować mu nowe życie. Czy takiego właśnie Jezusa spotkaliśmy w życiu i czy pozwoliliśmy by dotknęła nas Jego przemieniająca miłość? Tylko takie spotkanie jest gwarantem szacunku dla historii każdego napotkanego człowieka. Tylko nasze własne doświadczenie spotkania może stworzyć przestrzeń spotkania drugiego.

Tym czego pragnie i za czym tęskni dzisiejszy człowiek jest potrzeba głębokich relacji. Mimo ogromu możliwości jakie daje internet, gromadzenia się w wirtualne społeczności, tworzenia wszelkich grup, posiadania mnóstwa znajomych na znanych portalach społecznościowych okazuje się, że jakość więzi między ludźmi tak naprawdę jest słaba, często są one płytkie albo zupełnie ich brak. Człowiek zaś jest istotą społeczną i tak został stworzony, że wzrasta, dojrzewa i czuje szczęście w relacjach. I tu zdaje się jest niezwykła szansa dla działania Kościoła, który powinien być – jak jego Głowa, czyli Chrystus – mistrzem budowania więzi i dialogu. Czy nam to umiejętnie wychodzi? Niech odpowiedź na to pytanie będzie rachunkiem sumienia dla każdego z nas.

W tym miejscu warto powrócić do Dziejów Apostolskich, w których opisywane są losy młodej wspólnoty Kościoła, a konkretnie chodzi o następujący fragment: „Wiele znaków i cudów działo się wśród ludu przez ręce Apostołów. Trzymali się wszyscy razem w krużganku Salomona. A z obcych nikt nie miał odwagi dołączyć się do nich, lud zaś ich wychwalał. Coraz bardziej też rosła liczba mężczyzn i kobiet przyjmujących wiarę w Pana” (Dz 5, 12-14). Tekst ten jest dość zadziwiający. Ludzie, którzy przyglądali się chrześcijanom mieli poczucie, że wewnątrz tej wspólnoty jest coś niezwykłego, tajemniczego, pociągającego ale jednocześnie bali się do nich dołączyć. Mimo tego strachu jednak liczba wyznawców Jezusa rosła. W jaki sposób Pan Bóg przełamywał ten strach? Otóż zdaje się, że odpowiedź znajduje się w słowach „trzymali się wszyscy razem”, za którą kryje się znacznie głębsza rzeczywistość duchowa oznaczająca jedną myśl, jedno tchnienie, jednego Ducha. Czy możemy jako wspólnota powiedzieć tak o sobie? Czy jako Kościół rzeczywiście podążamy razem szlakiem, który Duch Święty właśnie wyznacza nam przez usta Papieża Franciszka? Czy potrafimy odczytać to wezwanie?

Warto mieć świadomość, że w dzisiejszym świecie przepełnionym nadmiarem informacji właściwie nie konkurujemy już „z”. Dzisiaj konkurujemy „o” a konkretnie – o uwagę i czas danego człowieka. Według sławnych badań pewnej znanej informatycznej firmy współczesny człowiek – przy ilości komunikatów, które odbiera z otaczającego świata – jest w stanie skupić uwagę zaledwie na 8 sekund. Złota rybka pozostaje skupiona przez.. 9 sekund. Jak zatem w tym szumie informacyjnym trafić z Dobrą Nowiną? Jak przyciągnąć i zatrzymać uwagę człowieka na dłużej? Czy Jezus wykorzystałby dziś wszystkie możliwości jakie daje nowoczesna technologia by dotrzeć do ludzi? Niewątpliwie! Wystarczy dostrzec Jego przenikliwość i spryt w korzystaniu z dostępnych wówczas możliwości komunikowania. Wdrapywał się na górę by być dobrze widocznym i słyszanym, odpływał łódką nieco od brzegu i przemawiał z jeziora, ponieważ wiedział, że w ten sposób głos doskonale niesie się po wodzie. Wszystkie Jego działania były jednak nastawione na najważniejszy cel jakim było spotkanie a dzięki niemu możliwość stworzenia głębokich więzi. To dlatego Duch Święty pragnie i woła dziś do Kościoła byśmy szli razem, wzajemnie się słuchali i ze sobą rozmawiali. Słowo RAZEM jest tu kluczowe. Nie chodzi o to by przekazywać własne przemyślenia, subiektywne odczucia, czy idee. Bez wspólnego podążania, słuchania i rozmowy prawdziwe spotkanie nigdy nie będzie możliwe. Bez spotkania nie ma zaś relacji i więzi. Do tego jednak potrzebne jest otwarte serce, odwaga zanurzenia w otaczającej rzeczywistości i chęć bycia blisko drugiego człowieka – bez oceny, osądu i chęci ucieczki przed nim. Tak czynił Jezus i chyba tyle wystarczy byśmy mogli być tajemniczą, pociągającą, inspirującą wspólnotą dla innych.

Paulina Ignaszak OV

Fot. pixabay

Leave a Reply